fbpx

IRMAR

Uwaga na niektórą „pomoc”

Kolizja czy awaria drogowa to wydarzenie, które każdego kierowcę kosztuje sporo nerwów i pieniędzy. Choćby ze względu an to, że do naprawy samochodu musimy doliczyć np. koszty przetransportowania auta z miejsca zdarzenia do warsztatu samochodowego. Oczywiście wierzymy w to, że większość lawet oferuje profesjonalne usługi w rozsądnych cenach i jest po to, by faktycznie pomóc kierowcy w trudnej sytuacji.  Niestety, zdarza się, że niektóre tzw. pomoce drogowe świadczą niedźwiedzią przysługę…

Uczciwą pomoc drogową od naciągaczy ciężko jest odróżnić. I łatwo się na nią nadziać, zwłaszcza w dużych miastach, jak choćby Kraków. Często są zdumiewająco szybko na miejscu zdarzenia. Oferują tanią, szybką pomoc, nie tylko w przetransportowaniu samochodu, ale także w przeprowadzeniu wszelkich formalności, dotyczących chociażby ubezpieczenia. Pomoc oczywiście obejmuje także zawiezienie auta do „taniego i fachowego” warsztatu samochodowego, gdzie „szybko i bezproblemowo” naprawimy nasz samochód. Niestety, często w takich przypadkach „tanio” oznacza nawet kilka tysięcy złotych, a „szybko” parę tygodni postoju pod „sprawdzonym” warsztatem.

Na nieszczęście wielu kierowców, którzy skorzystali z takiej przypadkowej pomocy drogowej przed rozpoczęciem usługi podpisują niekorzystną dla siebie umowę. Często jest skonstruowana tak, że zawiera choćby podpunkty o kosztach postoju na warsztatowym parkingu czy opłatach za naprawy, których nie pokryje ubezpieczenie. Niestety, kierowcy w stresującej sytuacji podpisują dokumenty często bez dokładnego przestudiowania ich zawartości. I bez pomocy profesjonalnego prawnika ciężko będzie się z konieczności uiszczenia takich opłat wywinąć. Dlatego pamiętajmy: na drodze obowiązują zasady ograniczonego zaufania. Nie tylko do innych kierowców, pasażerów i pozostałych uczestników ruchu drogowego. Także w stosunku do rzekomej pomocy drogowej. Gdy nam się coś przytrafi, to na początku opanujmy nerwy. Kilka minut nas nie zbawi – nie musimy zaufać pierwszej lepszej przejeżdżającej lawecie. I warto mieć ze sobą co najmniej kilka numerów telefonów do sprawdzonej pomocy drogowej z okolicy.

 

 

 

 

Jarek napisał(a):

Ludzie z Irmaru ściągnęli mnie z Kocmyrzowskiej migiem. zadzwoniłem (fakt że mieli blisko) i w kilka chwil mój ford był już na lawecie. W takich wypadkach teraz już wiem, że telefon do was i problem chociaż w połwoie z głowy. Tylko zderzak trzeba klepać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*