fbpx

IRMAR

Korozja, czyli samochodowa zaraza

Od paru tygodni zaatakowała nas zima w swojej najgorszej wersji wersji: bez śniegu, bez słońca, bez wyżowej pogody. Za to z przenikliwym zimnem, nieprzyjemnym wiatrem, obniżonym biometem, śliskimi drogami i dużą ilością wilgoci. Właśnie ta wilgoć ma katastrofalny wpływ nie tylko na warunki na drodze, ale także na stan naszego samochodu. Efektem działania wilgoci jest rdza, która regularnie i podstępnie atakuje metalowe elementy naszego samochodu.

Rdza na pierwszy rzut oka to przede wszystkim obniżona wartość estetyczna pojazdu. Zardzewiały samochód prezentuje się dużo gorzej, niż taki, który nawet od kilku tygodni nie odwiedził myjni samochodowej. Poza tym, rdzy nie pozbędziemy się w parę minut za kilkanaście złotych. Niestety, walka ze rdzą może być dużo kosztowniejsza. Gdy korozja jest powierzchowna poradzić sobie możemy oddając pojazd w ręce lakiernika. Jednak nawet najbardziej sprawdzeni spece nie są w stanie wychwycić wszystkich objawów zbliżającej się choroby i wykonać niektórych, nie zauważalnych poprawek. Lakierowanie auta to nie są tanie rzeczy. Możemy spodziewać się wydatku od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

Aspekt estetyczny to nie jedyna ofiara ataku rdzy. Skutki korozji mogą wyć dużo poważniejsze. Lekceważenie pierwszych symptomów może odbić się w przyszłości: układy samochodu zaczną szwankować, jazda stanie się niebezpieczna, a koszty naprawy wzrosną geometrycznie. Skorodowane elementy auta mogą szwankować w dowolnym i najmniej oczekiwanym momencie. Np. zardzewiałe mocowanie wahacza, gdy oderwie się w trakcie jazdy, może spowodować groźny dla życia wypadek. Opłakane są też skutki działania rdzy na amortyzatory.

Korozja samochodu to efekt nie tylko działania wilgoci atakującej pojazd, np. w wyniku niewłaściwego mycia, opadów czy mgły. Swojej dodaje też wszędobylska sól. Niestety samo zabezpieczenie auta przed rdzą pozostawia wiele do życzenia: niestety wielu producentów próbuje oszczędzić na stosowanym lakierze i blachach. Dlatego warto wziąć sprawy w swoje ręce, a o tym opowiemy w następnym odcinku.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*